Głos na Forum Debaty Publicznej w sprawie ochrony dziedzictwa kultury niematerialnej

Przede wszystkim chciałem nazwać podstawowe, moim zdaniem, problemy związane z wdrożeniem Konwencji ratyfikowanej ostatnio przez Państwo Polskie. Są to:
-         niski poziom zrozumienia tego, czym owo dziedzictwo jest, jak się przejawia, jego specyfiki, a co za tym idzie tego, że wymaga ochrony innej niż w przypadku zabytków materialnych
-         niski poziom zrozumienia dla wagi ochrony kultury niematerialnej
Zjawisko to dotyczy szerokich kręgów społecznych, ale także elit, dziennikarzy i mediów oraz urzędników samorządowych i administracji centralnej. W tym kontekście szczególnym niepokojem musi napawać niedostateczna aktywność ministra kultury we wdrażaniu Konwencji oraz fakt niewzięcia przez niego pod uwagę stanowiska wypracowanego przez ekspertów Komitetu Sterującego, komitetu, który przecież sam powołał.
Te problemy wynikają z różnych powodów, głównym jest wciąż aktualna luka w systemie edukacji (zwłaszcza na poziomie podstawowym i ponadpodstawowym), długo utrwalane (zwłaszcza w PRL) przeświadczenie o nadrzędnej roli kultury materialnej, obecna dominacja wizualności w kulturze, trudności w opisywaniu i kategoryzowaniu zjawisk z dziedziny kultury niematerialnej
Różnica między kulturą materialną i niematerialną jest taka jak między świadectwem pisanym a przekazem ustnym. Historycy już od ładnych paru lat nadrabiają zaległości w tej mierze i dowaloryzowuja tzw. „historię mówioną” - myślę tu zwłaszcza o działaniach Ośrodka Karta z Warszawy oraz Bramy Grodzkiej z Lublina. Notabene Amerykanie robili to już na początku XX wieku, dzięki czemu mają nagrane relacje nawet z czasów wojny secesyjnej, przy czym zarówno te jak i wiele innych nagrań (np. muzycznych) ma specjalny status dobra narodowego i jest przechowywana i udostępniana w Bibliotece Kongresu USA.
Przychylam się do postulatów zawartych w tekście Henryka Dumina i tonu jakim zostały wyrażone oraz do wielu głosów na Forum, a szczególnie Ryszarda Michalskiego i Tomasza Rodowicza. Fakt zorganizowania tej debaty pod auspicjami i z udziałem Prezydenta RP uważam za ważny. Z jednej strony sądzę, że potrzeba ocalenia wielu przejawów niematerialnego dziedzictwa kultury jest paląca, nierzadko wraz z odejściem jednego człowieka odchodzi cała wielopokoleniowa tradycja. Z drugiej zaś strony wprowadzanie systemowych rozwiązań wymaga szczególnej delikatności i rozwagi, by nie „dekretować” odgórnie tego, co jest wartościowe, bo przecież zależy nam, żeby to była „żywa tradycja”, a nie sztucznie podtrzymywana i petryfikowana, redukowana do jednej ze swoich historycznych form. Te tradycje lubią żyć życiem kameralnym, niejako „pokątnym” w swego rodzaju niszach (jak ktoś powiedział obrazowo „w krzakach”), których ważnym elementem jest pewna nieoficjalność, a wynoszenie ich na piedestał może grozić dorabianiem im gombrowiczowskiej „gęby”, a w rezultacie nieść skutek nawet odwrotny do zamierzonego.
Dlatego istotniejszy jest tu nawet od systemowych regulacji prawnych dobór kompetentnych osób (antropologów, etnografów, socjologów, kulturoznawców), które na poziomie centralnym i lokalnym będą z odpowiednią wrażliwością dbać o niematerialne dziedzictwo, monitorując jego stan „od wewnątrz” i interweniując tylko w razie pilnej potrzeby czy zagrożenia.
Kluczowym wydaje się stworzenie odpowiednich warunków, za pomocą tzw. miękkich środków, do przekazu niematerialnych tradycji. Tak rozumiem słowo „ochrona”, szczególnie w obszarze tradycyjnych sztuk performatywnych (muzyka, taniec, śpiew wraz z ich kontekstami).
Remigiusz Mazur-Hanaj