20 lat zepołu Jarzębina z Kocudzy!

Seniorki zespołu na planie filmu "Pośnik" w reż D. Gajewskiego, 2000; fot. Jakub Makowski
Zespół „Jarzębina” z Kocudzy, założony w 1990 i prowadzony przez Irenę Krawiec, jest chyba jedynym w Polsce, któremu udało się przekroczyć „zaklęty” obieg folkloru.
Po raz pierwszy 21 listopada 1995 wystąpił w ramach Sceny Korzenie w Remoncie i odtąd wielokrotnie bywał w Warszawie (m.in. na pamiętnych koncertach wielkopostnych). Współpracuje ze Scholą Węgajty (od 1996, m.in. udział w międzynarodowych projektach "Dramat i liturgia), występował z powodzeniem np. tak na Festiwalu Muzyki Dawnej w Jarosławiu (razem z włoskim zespołem Micrologus), jak i w Galerii Hasiora w Zakopanem. Beata Oleszek nagrała udaną, solową płytę z Maciejem Kazińskim.
 
Na planie filmu "Pośnik", 2000, fot. Jakub Makowski
W zespole śpiewają trzy pokolenia śpiewaczek. Tym bardziej godny podziwu jest efekt, za którym stoi wieloletnia sytematyczna praca i staranny dobór repertuaru, a także doświadczenie teatralne, bo „Jarzębina” zrealizowała kilka ciekawych inscenizacji obrzędowych, w tym zwłaszcza „Łostetni rożaniec” to przedstawienie wybitne, które ma swoje poczesne miejsce w historii ludowego teatru obrzędowego.
Wybór religijnych śpiewów w wykonaniu zespołu, zarejestrowanych w trakcie spotkań wielkopostnych organizowanych przez Stow. Dom Tańca znalazł się na płycie "Jest drabina do nieba" (In Crudo 1999), trzy pieśni weselne w wydawnictwie "Spod Niebieskiej Góry" (2009, In Crudo).
Zespół zebrał najwyższe nagrody zarówno na Sejmiku Teatrów Obrzędowych, Złotą Basztę w Kazimierzu nad Wisłą i Nagrodę im. O. Kolberga.
Najlepsze życzenia od Tyndyryndy!
 Fot. Jakub Makowski, 2000
Skład zespołu: Janina Oleszek, Władysława Dycha, Irena Krawiec (kierowniczka), Beata Oleszek, Bronisława Dyjach, Genowefa Góra, Lucyna Jargiło, Monika Jargiło.

O kręceniu

Przemyskie, 2009
Grali my w B. na weselu i syn ze mną grał, młody chłop, ładny, do mnie podobny i jakaś drużka się go chyciła.  Jak jego żona zobaczyła, już tu przeszła, do kapeli:
- Skończyło się wesele twoje, już nie będziesz w życiu grał, ja to wiem jak to jest. 
Muzykanta każda baba chce jak jest chłopak ładny. Jeszcze pare razy poszed, to mu wzięła saksefon, te klapki powyginała i on później założył lody i na tych lodach dobrze mu tam szło.

Etnografowie w terenie

Beskid Dukielski, 2009
- Dzień dobry!
- Dzień dobry!
- Doradztwo gospodarcze?
- Nie, nie, my się zajmujemy dawnymi czasami.

Stéphane Delicq 1950-2010


S. Delicq na Taborze w Chlewiskach, sierpień 2003. Fot. R. Hanaj

Stéphane zmarł w przeddzień swoich 60 urodzin, po długiej walce z chorobą.
Grał na akordeonie diatonicznym francuską muzykę tradycyjną w autorskim wydaniu oraz wiele własnych utworów. W Polsce, gdzie w czasie swoich pobytów na I i II Taborze w Chlewiskach i Szydłowcu (2002-03) oraz w trakcie specjalnej trasy zorganizowanej przez Annę Abramowicz w 2005 grywał kilkadziesiąt razy na warsztatach tańców francuskich, potańcówkach i koncertach, zyskał sobie wielu wiernych sympatyków i słuchaczy. Nie był tzw. gwiazdą, wydał "tylko" trzy płyty, ale jego taneczne kompozycje weszły do kanonu współczesnej muzyki akordeonowej we Francji i Włoszech, setki młodych ludzi gra delicqowe walce, bourree, mazurki, a tysiące tańczy do nich na balach. Żegnaj Stefan!