Wstyd i jego koniec

>>> D.T. - Beskid
A jeszcze powiedzieć panu jak była młodzież dyscyplinowana moralnie? Na wysokim stopniu moralnie było. Bardzo. Jak dziewczyna się przespała, ksiądz ogłosił z cerkwi, że taka splamiła świętą wiarę, cerkiew. Na drugi dzień już od wójta szli. Wójt był taki Lepak Jakim. Pięć razy wójtem był, ale pisać nie umiał. Drugi był, policjant, co nosił na sznurku węgierski róg. To była taka informacja. Wójt jakieś dyrektywy głosił, to on szoł wioską i trąbił na tym. A jak ksiądz ogłosił o tej dziewczynie, to na drugi dzień ten policjant Baligrodzki przychodził z logą i u wójta był taki kloc jak u masarniach mięso rąbać. Ta niewstydnica siadała na ten kloc i cały urząd. I babka była tak zwana, akuszerka, nie umiała nic, żadnej medycyny, ale ona wiązała jej te kugiel, taki wstyd. Kugiel, takie włosy, które robiły ją już kobietą, a ta siedziała na tym klocu i ten policjant trzy razy jej te włosy rozrzucał, a trzecim razem już zakręcił i ta babka zakręciła. Schodziła z tego kloca, ukłoniła się wszystkim, urzędowi i poszła.
Ale to taka dyscyplina się skończyła. Takie wstydy. To było tak przed 1920 rokiem. Ten wstyd dla tych dziewcząt się skończył, była taka jedna śpiewaczka, bardzo ładna. na chórze śpiewała, u katolików organy, a tu był diak tak zwany, no i też się przespała i ksiądz ogłosił o nią, policjant przyszedł po nią: „Ewa zbiraj się”, a ta wyrwała laskę, bo to w każdej wsi były psy i się oganiał tą laską, wyrwała od niego te laskę i pokościła go! Przyszedł taki strapiony do wójta. Opowiadał co się zrobiło. I ten wstyd, uczepienie się skończyły. Dalej już nie było.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz