Cuda, cuda...

To, czego brak, nie zastąpi postanowienia,
które powzięło się raz, rzekło się być!


Wielbij, o serce, ogrody, te nie poznane ni razu.
RMR w przekładzie A. Pomorskiego ; rys. Rozalia

Nowa płyta In Crudo


"Spod Niebieskiej Góry - muzyka Roztocza" In Crudo CD 011, 2009
Płyta zawiera terenowe nagrania archiwalne dokonane we wsiach zachodniego Roztocza i najbliższej okolicy – Kocudza, Zdzisławice, Dzwola, Władysławów, Chrzanów, Gródki, Zaporze, Zdziłowice, Majorat i Wólka Ratajska (w latach 1993-2007) oraz w trakcie trwania Taboru (Kocudza 25 VI – 1 VII 2006). To reprezentatywny wybór dawnej muzyki instrumentalnej i śpiewu (bez śpiewu ściśle religijnego) głównie ze styku mikroregionów biłgorajskiego i janowskiego, aczkolwiek stanowi tylko fragment bogatej kultury muzycznej tych okolic. Grają i śpiewają najwybitniejsi artyści starszego i średniego pokolenia, a w kilku nagraniach również ich uczniowie. Opowieść, do której posłuchania zapraszamy, tworzą także refleksje skrzypka Stanisława Głaza na temat muzyki.
“Upon the Heavenly Hill – the Music of Roztocze”
The CD contains archival recordings made in 1993-2007 in the area of western Roztocze (Lubelskie region) and its surrounding villages. Some of the musical material was registered during the Lubelski Tabor Festival (Kocudza 25.06-01.07.2006). The present CD is a representative choice of the traditional instrumental and vocal folk music (excluding religious repertoire) from the area of Janów Lubelski and Biłgoraj. It’s only a small part of the rich musical heritage of this region. We can listen to the music of the masters – the most outstanding folk artists of the oldest generation and, in a few recordings, of their students. Part of the story that you’re welcome to enjoy are reflections on music by Stanisław Głaz, a fiddler.
Remigiusz Mazur-Hanaj
Antologia przekazuje wszystko to, co w ludowej praktyce muzycznej tych stron kraju jest tradycyjne i wykształciło się w długich okresach czasu, tak w muzyce instrumentalnej, składzie kapel jak i w śpiewie wraz z jego szczególną w Polsce jakością. Oryginalnym pomysłem jest wplecenie wypowiedzi własnej jednego ze skrzypków. Słuchamy zatem muzyki Roztocza nie tylko w polu wrażeń dźwiękowych, ale i pojęć, słów, które przylegają do środowiska ludowych artystów.
Płyta wyróżnia się znawstwem i smakiem w doborze utworów. Jest też dobrą dźwiękową zapowiedzią pomnikowego wydawnictwa poświęconego Lubelskiemu w serii „Polska Pieśń i Muzyka Ludowa” pod redakcją prof. Jerzego Bartmińskiego.
The anthology presents all the traditional elements of the region’s folk music, whose long-term evolution is reflected both in instrumental music (including the choice of instruments in bands), and in the special quality of singing, which is unique in Poland. Interestingly, musical pieces have been juxtaposed with words spoken by one of the fiddlers – in this way we can listen to the region’s melody not only in the form of sounds, but also words and ideas that are inherent in the folk musicians’ world.
The CD is distinguished by a great expertness and good taste in the choice of recordings. It is also a good predecessor of a monumental volume devoted to the Lubelskie region in the “Polish Folk Song and Music” series, edited by prof. Jerzy Bartmiński.
Prof. Piotr Dahlig
PŁYTA ZDOBYŁA TYTUŁ "FONOGRAMU ŹRÓDEŁ 2009" przyznawany przez Radiowe Centrum Kultury Ludowej za najlepszą płytę z nagraniami źródłowymi muzyki tradycyjnej.
zamówienia: incrudo@vp.pl

Etnografia przedtekstowa - wykład w Koniczku


W etnografii kierunki badań sięgają zwykle w stronę takiej sfery, która wciąż wymyka się dotychczasowym tradycjom nauk społecznych. Polem i fundamentem poznania antropologicznego jest często ciało i cielesność, egzystencja i ruch przedmiotów, dyskretne elementy społecznego pamiętania oraz różne formy niejawnych, kolektywnych narracji. Jest to więc próba wyjścia poza dotychczasowe procedury poznania społecznego, ale i zarazem próba wypracowania nowych szlaków interpretacyjnych, nowych procedur odkrywania i opisywania niewidocznego świata życia w poszczególnych społecznościach, w różnych terenach. W zespole Pracowni Metodologicznej będę próbował pracować nad tą właśnie przestrzenią poznawczą, przy czym zajmowała nas będzie tutaj przede wszystkim jej obecność w samej praktyce terenowej. Chcę pokazać, że poznanie terenowe może być budowane nie tyle jako przede wszystkim wiedza tekstocentryczna czy grafocentryczna, tj. badająca zjawiska kultury tak, jak bada się teksty (hermeneutyka tekstu), ale jako wiedza istniejąca jeszcze wcześniej, w samym działaniu, w budowanym i poznawanym terenie (hermeneutyka działania).

Etnografia przed-tekstowa to zatem coś w rodzaju anatomii poznania terenowego. Jak pamiętamy kolejne wydarzenia w terenie? Jak rodzą się decyzje i pierwsze elementy rozumienia? Jak pojawia się własny sposób obserwacji? Co i jak zapisujemy, jak powstają pierwsze field notes? Jak zarysowuje się tzw. etnograficzny szczegół i jak wychwytywany jest z dziejącej się substancji doświadczenia terenowego? Owa umiejętność poruszania się w dziejącej/wydarzającej się materii kulturowych aktów, na granicy notatki terenowej, na granicy obserwacji i fotografii jest, jak uważam, podstawowym etnograficznym doświadczeniem i podstawowym sposobem budowania wiedzy. Postaram się pokazać jak istotny jest powrót do tych korzeni i jak istotna jest próba wydźwignięcia tego typu wiedzy na poziom metodologicznej samoświadomości.

Tomasz Rakowski
– etnolog, antropolog kultury i kulturoznawca; lekarz, specjalizuje się w medycynie ratunkowej. Zajmuje się antropologią społeczności zubożałych i zdegradowanych, metodologią badań społecznych, fenomenologią antropologiczną, antropologią medyczną. Adiunkt w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UW, założyciel Pracowni Metodologicznej Nauk Społecznych, stały współpracownik Instytutu Kultury Polskiej UW. Wkrótce ukaże się jego książka Łowcy, zbieracze, praktycy niemocy. Etnografia człowieka zdegradowanego (Gdańsk, słowo/obraz terytoria, 2009).


Wstyd i jego koniec

>>> D.T. - Beskid
A jeszcze powiedzieć panu jak była młodzież dyscyplinowana moralnie? Na wysokim stopniu moralnie było. Bardzo. Jak dziewczyna się przespała, ksiądz ogłosił z cerkwi, że taka splamiła świętą wiarę, cerkiew. Na drugi dzień już od wójta szli. Wójt był taki Lepak Jakim. Pięć razy wójtem był, ale pisać nie umiał. Drugi był, policjant, co nosił na sznurku węgierski róg. To była taka informacja. Wójt jakieś dyrektywy głosił, to on szoł wioską i trąbił na tym. A jak ksiądz ogłosił o tej dziewczynie, to na drugi dzień ten policjant Baligrodzki przychodził z logą i u wójta był taki kloc jak u masarniach mięso rąbać. Ta niewstydnica siadała na ten kloc i cały urząd. I babka była tak zwana, akuszerka, nie umiała nic, żadnej medycyny, ale ona wiązała jej te kugiel, taki wstyd. Kugiel, takie włosy, które robiły ją już kobietą, a ta siedziała na tym klocu i ten policjant trzy razy jej te włosy rozrzucał, a trzecim razem już zakręcił i ta babka zakręciła. Schodziła z tego kloca, ukłoniła się wszystkim, urzędowi i poszła.
Ale to taka dyscyplina się skończyła. Takie wstydy. To było tak przed 1920 rokiem. Ten wstyd dla tych dziewcząt się skończył, była taka jedna śpiewaczka, bardzo ładna. na chórze śpiewała, u katolików organy, a tu był diak tak zwany, no i też się przespała i ksiądz ogłosił o nią, policjant przyszedł po nią: „Ewa zbiraj się”, a ta wyrwała laskę, bo to w każdej wsi były psy i się oganiał tą laską, wyrwała od niego te laskę i pokościła go! Przyszedł taki strapiony do wójta. Opowiadał co się zrobiło. I ten wstyd, uczepienie się skończyły. Dalej już nie było.

Zagrać ze śpiewu >>>

>>>W.D. - harmonista, Przemyskie
Jak ja chodził grać, to śpiewali też po ukraińsku - to ja mu zagrał po ukraińsku jakem umiał, a jakem nie umiał to tylko teściu, a ja na basach, bo to nieraz trudne było takie coś. Teściu wszystko potrafił grać na skrzypcach, teściu to jeszcze chodził ze mną grać jak miał 65 lat, taki był zamiłowany w tym, on to był miłośnik. Jak ktoś zaśpiewał takie trudne tonacje to nie dało rady zagrać nowocześnie, a on panie jak się rozkraczył, grał ino mu te wióra lecieli. On był zdolny. Jak „parpatynki” zagrał, to ja na harmonii nie potrafił , „Siedem koszul mam tuj dana, jedna w praczki, druga w krzaczki, trzecia wyprana, a ta czwarta dratwą szyta, jaka k.... mocna bita, siedem koszul mam...”, to wszystko w lewo się tańczyło.
Pamiętam poszli my do Roztoki grać na weseli i taki Hus on się pisał, on był sołtysem, zaśpiewał: „Kaczki gnała, kaczki gnała, kaczki gnała, kaczki gnała, łup” [na dwóch dźwiękach, bez melodii] i jak to zagrać teraz? Jedne na drugiego się patrzymy, nas jest pięć chłopów, mówię: panie sołtysie, może „Kaczki gnała, wysoko się podkasała”? Nie, jeszcze raz to samo śpiewa. Jak to zagrać? Jest pan muzykantem, weź zagraj pan to! No nie da rady zagrać. Wyciągnął 20 zł i zagraj mu to, to był góral i nie zagrali my panie. Melodii żadnej nie było.

Jaka jest płeć harmonii? >>>

>>>M.K. - harmonista, Przemyskie.
Pieniędzy za te druge harmonie wziął coś półtora tysiąca, a wartowała chyba z pięć. Ale, coś ciężko mi to granie szło i tamte odłożył, a wziął znów swoją. Aaa! Na tej to tak jak mama! Do tej przyzwyczajony, ta harmonia miękka je, płytka, w sam raz taka jest, klawiatury nie ma takiej głębokiej, ino jest taka w sam raz. Gdzie niektóra harmonia ma twarde klawiature, twarde sprężyny, to ciężko je grać. A ta miękka i nie trza na głos czekać! A gdzie niektóra to taka je tuman, że trzeba na głos czekać! A tu jeszcze dobrze nie naciśnie, a on już gra! Posłuszny je, szczery, co ono ze mną się nagrało na potańcówkach!

A w Krakowie na ulicy piją piwko Anglicy.

I chyba zawsze ktoś pił. Bo tradycje szynkarskie ma Kraków szerokie i głębokie. Najsłynniejszy ongiś lokal (już bodaj od końca XIV wieku, a istniał jeszcze w XIX - co za ciągłość kulturowa!) mieścił się w piwnicy pod Ratuszem Miejskim i nazywany był powszechnie Indiami, do których to Indyi wchodziło się schodkami z Rynku. ("Zabawnie to było słyszeć głos skrzypców, cymbałów i basów, wychodzący spod ziemi." Ambroży Grabowski cyt. za Michałem Rożkiem "Hultaje...")
Kto wie, może więc w Indiach zdarzyła się ta historia, która choć bohaterów ma zmiennych - w pieśniach zanotowanych przez Kolberga są to rzemieślnicy, pułkownicy, kanonicy (kanonierzy), pacholicy - to toczy się wedle jednego scenariusza czy to w Łowiczu, czy w Krośniewicach, czy Bochni, czy Pilicy czy Siewierzu śpiewana. Bohaterowie "pili, pili, zapłacili, grzeczną pannę namówili". Namówili i wywieźli powozem, karetą, kolaseczką lub po prostu na koniczku. Tymczasem matka "spała, nie wiedziała gdzie córusia wędrowała." Kiedy "wstaje od kądzieli, szuka córki po pościeli" i gdy nie znajduje - w poczuciu zniewagi i gniewie woła do synów "wstańcie bracia, wyjeżdżajcie, siostrę waszą doganiajcie". Nie ma mowy o wybaczeniu i matczynych uczuciach: "A kandy ją dościgniecie, rączki, nóżki obetniecie." Doganiają braciszkowie czasem w Warszawie, ale zazwyczaj we Lwowie, gdzie Kasia już "stoi w złotogłowie" i owoc występnego związku ukazuje się ich oczom "ujrzeli ją na ryneczku, nosi synka w fartuszeczku". Kasia wbrew woli matki, ocala życie, ale za to "powiedz, powiedz, siostro nasza, gdzieś podziała szwagra Jasia? Ja bym wam to powiedziała, żebym się zdrady nie bała". Oczywiście pada sakramentalne "ty się siostro zdrady nie bój", ale już kilka chwil później "witaj, witaj szwagrze młody, napijesz się krwi jak wody. Srebro, złoto zabierajcie jeno Jasia nie rąbajcie." Honorowi bracia specjalnie nie są, działają szybko: "Srebro, złoto zabierzemy i Jasieńka porąbiemy." Akcja przebiega zgodnie ze staropolską maksymą kupą mości panowie: jeden tnie wedle pasa, drugi wedle szyje, "ciął go trzeci pod kolana, patrzaj siostro jaka rana. ciął go czwarty wedle pięty, jużci Jasio jest zacięty".
Idą przez Rynek w kierunku Floriańskiej myślałem sobie czy dzisiaj w tej historii mógłby wystąpić Anglik Johny. Na pobliskiej scenie Festiwalu Rozstaje grali akurat together Trebunie Tuki i Twinkle Brothers (Bracia Błysk). "Moja kochanecko, cy mnie odprowadzis, kie mie bedom chcieli Zakopiany zabić?". Sytuację dodatkowo skomplikowała córka, nucąc śpiewkę , którą ułożyła była jeszcze w przedszkolu, za czasów pierwszej swojej bytności pod sukiennicami: "Hej na krakowskim rynku kręcą się górale, sprzedają kożuchy, kupują gemboje".
Weszliśmy we Floriańską i szukając Galerii Zderzak, przystanąłem zadziwiony pod bramą numer 9.

Czy to w tym miejscu nie grywał czasem krakowski quasimodo z wiersza Małgorzaty Skałbani?
"...
czy ktoś sobie przypomina
może na Floriańskiej mijał
krakowskiego Quasimodo
był
nie ma.

Nie dzwony z Notre Dame
lecz skrzypce
ocaliły mu życie
którym obficie obdzielał
Craco v i e
la vie est belle
ma chere
la vie est belle
mon cher."

Paradoksy Kazimierza

Pierwszy można nazwać paradoksem założycielskim. Jeden z twórców Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu – nie żyjący już Włodzimierz Dębski – mówił: „stworzyłem zasady kazimierskiego Festiwalu”, a zarazem twierdził, że „Folklor, którym się tylu zachwyca, okazuje się po głębszej analizie lipą, chałą bez jakichkolwiek wartości kształcących. Co najwyżej można go jeszcze gorzej wykonać. Parę bab pojęczy sobie, popiszczy. Nikomu to nic nie da.” Nie od rzeczy będzie, jeśli dodam, że kompozytor słynął z ciętego języka i nawet swoje własne utwory gotów był czasami określać mianem „knotów” w czym okazał się chyba dość przenikliwy, bo któż o nich dzisiaj pamięta i je wykonuje?
Tak naprawdę jednak zasady festiwalu, które stanowią o jego obliczu do dzisiaj, ukształtowały się w latach 70-tych za sprawą grona jurorów – muzykologów, etnolingwistów, etnografów i można by je zawrzeć w ogólnym haśle „powrotu do źródeł”. Jak czytamy w regulaminie: „Celem festiwalu jest przegląd, ochrona i dokumentacja tradycji autentycznego repertuaru, stylu śpiewania i muzykowania ludowego.” Ta droga okazała się słuszna, wszelkiej maści stylizacje znalazły się na bocznym torze, a przez wiele następnych lat mieliśmy do czynienia z obfitością muzyki źródłowej, zarówno jeśli chodzi o repertuar (teksty i melodie) jak i styl wykonawczy. Dzięki temu ekipa programu 2 PR zgromadziła imponujące archiwum, o cenne nagrania wzbogaciły się też kolekcje prywatne, akademicy zyskali ogromny materiał dla swoich analiz i dociekań, pojawiły się nowe problemy badawcze (np. tzw. parateksty, pieśni pogrzebowe, prawo obywatelstwa zyskał sobie wielogłos z suwalskiego pogranicza etc.). Pewne rzeczy jednak w tym czasie także zaniedbano, a nawet można powiedzieć bezpowrotnie zaprzepaszczono, co dotyczy np. folkloru mniejszości narodowych...
Od II połowy lat 90-tych pojawiło się też zjawisko, które można by nazwać paradoksem archaizacji. Kandydaci do występu w Kazimierzu z bardziej lub mniej udatną pomocą instruktorów sztucznie archaizowali swój repertuar (wyłącznie na użytek Festiwalu), inteligentnie rozpoznając gusta i potrzeby jurorów. W ruch szły dawno zapomniane i zarzucone teksty oraz melodie nagrane od starszych sąsiadów (którzy do Kazimierza nigdy wcześniej ani potem nie trafili...) – celowały w tym zwłaszcza zespoły śpiewacze, korzystano z dawnych zapisów, np. O. Kolberga, akordeoniści przerzucali się szybko na harmonię trzyrzędową, perkusiści na jednostronny bębenek z brzękadłami, a saksofoniści na skrzypce itp. Na scenie kazimierskiej królowała archaika, ale taki obraz folkloru zaczął mieć coraz mniej wspólnego z rzeczywistością i w coraz mniejszym stopniu ją tworzył na nowo. Pojawia się pytanie: na ile dzisiaj mamy do czynienia, nawet w wypadku części tzw. autentycznych wykonawców, z rekonstrukcją?
To tylko jeden z niektórych problemów Festiwalu w Kazimierzu. Warto powiedzieć tu o jeszcze jednym paradoksie, paradoksie kontynuacji. Bo podczas kiedy sycili się (i słusznie) starodawnym repertuarem i wykonawstwem jego wielbiciele, w tym czasie uległa skostnieniu forma Festiwalu. Sam fakt, że w ogóle dotrwał od 1966 roku do dziś jest niewątpliwie sukcesem jego organizatorów czyli Wojewódzkiego Ośrodka Kultury w Lublinie. Ostatnie kilkanaście lat to jednak czas ogromnych zmian społeczno-kulturowych, z których dynamizmu może jeszcze nie do końca sobie zdajemy sprawę jako ich świadkowie. Z jednej strony mamy do czynienia z renesansem konsumenckiej mody na mniej lub bardziej stylizowany folklor, którego funkcją główną jest dostarczanie rozrywki. Można w pewnym uproszczeniu powiedzieć, że jest to jeden z elementów oferty agroturystycznej. Odradzają się zespoły pieśni i tańca. Dziewczyny z miasta noszą kolczyki z wycinankami łowickimi. Z drugiej zaś strony dojrzało w międzyczasie, głównie w miastach, wcale niemałe środowisko, dla którego dawna (zwłaszcza ta „archaiczna”) nuta w muzyce instrumentalnej i śpiewie oraz taniec stanowią wartość samą w sobie. Wartość artystyczną, która lokując się w ponadczasowej przestrzeni dzieł ma swój aktualny wymiar, składa się na współczesną wrażliwość i jest jednym z dzisiejszych środków ekspresji tak samo jak muzyka średniowiecza czy baroku zaadaptowane do obecnych czasów razem z całym kompletem współczesnych im kanonów, zasad, wartości. Wiejscy mistrzowie bardzo rzadko dochowują się uczniów w swojej rodzinie czy najbliższym otoczeniu, są to wyjątki od reguły (oczywiście pomijam tutaj niektóre regiony Polski, gdzie tradycje lokalnego przekazu są wciąż żywe). Nawet konkurs „Duży-Mały” w ramach Festiwalu kazimierskiego, choć bardzo pożyteczny, zdaje się jednak tę regułę potwierdzać. Większy rezonans mają inicjatywy niezależne od zinstytucjonalizowanego obiegu kultury (a trzeba pamiętać, że wyrazem tegoż jest wciąż i dziś, tak samo jak za PRLu, Festiwal w Kazimierzu). Dzięki jednej z takich inicjatyw, a dokładnie olsztyńskiemu Podróżniczemu Kolektywowi Skrzypcowemu, znakomity skrzypek Jan Gaca z Przystałowic na Radomszczyznie dochował się kilkunastu uczniów, zresztą z różnych części Polski, a nawet jednego z USA. Dlaczego młodzi ludzie są uczestnikami rozmaitych niezależnych latających warsztatów, przyjeżdżają na Tabory Domu Tańca, a nie widać ich w Kazimierzu? Czy nie dlatego, że wszystkie te niezależne działania wypływają z innego podejścia do tzw. kultury ludowej, innego paradygmatu? Jego istotą jest osobiste spotkanie z artystą, wiejskim muzykantem czy śpiewaczką, poznanie kontekstu jego sztuki oraz współuczestnictwo, innymi słowy kultura czynna. Taka droga jest inspirującym doświadczeniem, okazuje się też dobra do nauki muzyki tradycyjnej, określonego repertuaru, stylu, gry na „dawnej” harmonii trzyrzędowej, czy na zwyczajnych skrzypcach, ale techniką ludową, śpiewu białym głosem itp. – przecież tego typu możliwości nie ma w naszym systemie edukacji. Dominantą kazimierskiego festiwalu (podobnie jak wielu innych, a jest ich coraz więcej) jest zaś formuła sceniczna, konkursowa i, chcąc nie chcąc, konsumencka. Czy „flagowy” festiwal kultury tradycyjnej w Polsce może sprostać nowym czasom i nowym potrzebom, będąc ograniczony taką formułą?
Remigiusz Mazur-Hanaj, juror Festiwalu

Klub Festiwalowy w Kazimierzu 2009

Zapraszamy jak w zeszłym roku do Klubu Festiwalowego Tyndyryndy w czasie Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym 26-28 czerwca. Klub tym razem otwiera swoje podwoje w jurcie Hałasów nieopodal Małego Rynku. Oto wstępny program:

Piątek 26 czerwca

12.00-14.00 - warsztaty śpiewacze "Wniebogłosy" Agaty Harz
17.00„Powiśle Maciejowickie – ludzie i muzyka” – w spotkaniu wezmą udział – Wanda Księżopolska – etnograf, wybitna znawczyni tematu, Mateusz Niwiński, etnograf i muzykant
19.00
- „Dom tańca powiślacki” – warsztat taneczny z udziałem tancerzy ze Strychu - Stanisława Michalca z małżonką; prowadzenie Grzegorz Ajdacki i Katarzyna Tucholska
20.00 - "Dom tańca powiślacki" - pograjka i zabawa taneczna z udziałem kapeli w składzie: Stefan Nowaczek, Mateusz Niwiński, Agnieszka Niwińska oraz Kapeli Jacka i Alicji Hałasów
Stanisław Pawelec z Powiśla Maciejowickiego 1923-2009; fot. M. Niwiński

Sobota 27 czerwca
11.00-13.00 -
warsztaty śpiewacze "Wniebogłosy" Agaty Harz
13.00 - spotkanie ze śpiewaczką i opowiadaczką Barbarą Chmielak z Trzcińca
15.00 - 19.00 - spotkania m.in. ze śpiewaczką Zofią Sulikowską z Wojsławic, muzykantami z Łódzkiego
19.00 - "Dom tańca sieradzki" - warsztat taneczny, prowadzenie Grzegorz Ajdacki i Katarzyna Tucholska
20.00 - "Dom tańca sieradzko-opoczyński" - pograjka i potańcówka z udziałem m.in kapeli z Chojnego

W Klubie można będzie obejrzeć fotografie archiwalne z Powiśla Maciejowickiego ze zbiorów Mateusza Niwińskiego.

Pomysł i program Klubu - Remigiusz Mazur-Hanaj

Realizacja: Grzegorz Ajdacki, Jacek i Alicja Hałasowie, Agata Harz, Anna Michalczuk, Tomasz Rokosz, Agnieszka Szokaluk, Katarzyna Tucholska, Katarzyna Zedel

Podziękowania dla: Ewy Sławińskiej-Dahlig, Małgorzaty Dziurowicz-Kaszuby, Doroty Szczuki i Urzędu Miejskiego w Kazimierzu, Andrzeja Sara i Mateusza Niwińskiego

Organizacja: Stowarzyszenie”Dom Tańca” w Warszawie, Wojewódzki Ośrodek Kultury w Lublinie

Realizacja Klubu możliwa dzięki pomocy finansowej Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

TABOR 2009 zapisy

Zapraszamy do Szczebrzeszyna , tym razem od 5 do 12 lipca, na Tabor dedykowany szczególnie tańcowi i muzyce instrumentalnej oraz jak zwykle śpiewowi. Gościem specjalnym będzie żeński septet z Palermo - Trizzi Ri Donna, a więc oprócz warsztatów polskich, trzy warsztaty poświęcone etnomuzycznej kulturze południowych Włoch i Sycylii. Summer Festival TABOR will take place in Szczebrzeszyn (Lubelskie region) 5-12 July.

WIĘCEJ INFORMACJI NA SPECJALNEJ STRONIE:
http://szczebrzeszyn.domtanca.art.pl



Program/
The programme:
  • warsztaty poświęcone ruchowi wirowemu w tańcach polskich (Emilia Herda - 18 miejsc, Jacek Hałas - 24 miejsc)/whirling movement in Polish traditional dances workshop (42 places in two groups)
  • warsztaty poświęcone tańcom z południa Włoch: tarantella siciliana, tarantella calabrese, tammurriata campana, pizzica salentina (Trizzi Ri Donna, Palermo, 24 miejsca)/traditional Italian dances workshop (24 places) ; brak miejsc, nabór zamknięty - 29 V
  • warsztaty gry skrzypcowej - repertuar lubelski - Janusz Prusinowski, repertuar i styl roztoczański - Bronisław Bida; konieczna znajomość podstaw gry skrzypcowej i własny instrument)/traditional Polish fiddle workshop
  • Szkoła Suki Biłgorajskiej (Zbigniew i Krzysztof Butrynowie - suka a także basy i bębenek, 12 miejsc)/"suka" (similar to Bulgarian gadulka) and traditional bass and drum workshop
  • warsztaty gry na tamburello siciliano (Trizzi Ri Donna, 12 miejsc)/tamburello siciliano workshop (12 places)
  • warsztaty pieśni roztoczańskich (Agata Harz - praca z głosem oraz pieśni Anny Malec z Jędrzejówki - 16 miejsc [brak miejsc, nabór zamknięty], Beata Oleszek - pieśni z Kocudzy - 16 miejsc, Barbara Wilińska - praca z głosem oraz ballady lubelskie - 16 miejsc)/ traditional Polish singing workshop (mainly Lubelskie region, 48 places)
  • warsztaty śpiewu sycylijskiego (Trizzi Ri Donna, 12 miejsc)/traditional Sicilian singing (12 places) - brak miejsc, nabór zamknięty, 20 V, godz. 19.00! Jest zgoda prowadzących na utworzenie drugiej grupy. (23 V)
  • Mały Tabor - zajęcia dla dzieci (Agata Krawczyk, Kaja Prusinowska, Katarzyna Szurman, Katarzyna Żytomirska) oraz przedstawienie Miejsko-Wiejskiego Teatrzyku Czarodziejskiego/ "Little Tabor" - activities for children (music, dances, crafts)
  • koncerty/concerts - m.in. Janusz Prusinowski Trio, Maćko Korba, Wędrowiec, Mosaic
  • pograjki, potańcówki/evening bals - m.in. Kapela St. Głaza, Br. Bida, Kapela Hałasów, Janusz Prusinowski Trio i Piotr Zgorzelski, Czarne Motyle, Trizzi Ri Donna
  • warsztaty filcowania - Agnieszka Jackowiak
Część grup warsztatowych ma charakter zamknięty - konieczna znajomość podstaw muzyki. Ilość miejsc ograniczona. Baza noclegowo-żywieniowa podobna jak w zeszłym roku - stołówka (karnet na tydzień 210 zł) i bursa (pokoje na parterze 3-osobowe (łazienka na dwa pokoje, pokoje na piętrze 5-osobowe (łazienka j/w), cena odpowiednio 20 i 16 zł za noc). Istnieje możliwość rozbicia namiotu obok jurty (5 zł za dobę od osoby, prysznic i toaleta na zewnątrz).

Są trzy rodzaje karnetów do wyboru:
Koszt karnetu "muzycznego" na całość warsztatów (oprócz filcowania) + wykłady i wieczorne imprezy - 400 zł, co zapewnia możliwość udziału w maksymalnie trzech dziennie warsztatach w różnych kombinacjach, wedle indywidualnych potrzeb

Plan dnia:
9.00 śniadanie
Mały Tabor - godziny do ustalenia
10.00-12.00 śpiew (grupy polskie) / tamburello siciliano
12.00-14.00 taniec włoski / szkoła suki biłgorajskiej
14.00 obiad
15.30-17.00 wykład
17.00-19.00 śpiew włoski / skrzypce / polskie tańce wirowe
19.00 kolacja
20.30 koncert (synagoga)
21.30 potańcówka (duża jurta)

Koszt karnetu "filcowego" to 280 zł, w tym trzydniowe warsztaty filcowania i wycinankarskie oraz wstęp na wykłady, wieczorne koncerty i potańcówki.

Koszt karnetu "wieczornego" - 120 zł, w tym wstęp na wykłady oraz koncerty i potańcówki.

Warunkiem zapisu jest dokonanie wpłaty całej sumy lub 50 % zaliczki na konto Stowarzyszenie „Dom Tańca, BRE Bank, z dopiskiem Tabor, 04 1140 1977 0000 5851 3300 1003
oraz odesłanie wypełnionego formularza, który można pobrać stąd ; application form

Prosimy przyjechać w niedzielę 5 lipca: o 19.00 jest kolacja - pierwszy posiłek w ramach karnetu (ostatnim jest obiad w niedzielę 12 lipca), potem o 20.00 koncert inaugurujący Tabor i potańcówka o 21.30. Zajęcia warsztatowe zaczynają się w poniedziałek rano, czwartek jest dniem wolnym, nie ma warsztatów (od 17.00 wieczór włoski), sobota jest ostatnim dniem warsztatów, zakończonym koncertem-prezentacją.

Na wszelkie pytania chętnie odpowiemy pod adresem: incrudo@vp.pl

Workshop groups are limited (elementary knowledge of music is obvious). Full programm, registration and application form on 15 may. Costs - Festival pass: 100 euro, meals 10 euro (paid in PLN). Contact:incrudo@vp.pl

Jacek i Alicja Hałasowie - gospodarze jurty, Sławomir Kalita - dyrektor Miejskiego Domu Kultury, Remek Mazur-Hanaj - koordynator programowy.

Organizator: Stowarzyszenie "Dom Tańca"
Patronat honorowy: Radiowe Centrum Kultury Ludowej
Pomoc finansowa: Urząd Miejski w Szczebrzeszynie

Nowa płyta z archiwaliami IS PAN



W maju ukaże się najnowsza płyta z archiwalnymi nagraniami polskiej muzyki tradycyjnej ze Zbiorów Fonograficznych Instytutu Sztuki PAN. Jest to płyta kolejna po trzech nagrodzonych ostatnio przez Polskie Radio w konkursie na Fonogram Źródeł 2008 (Pieśniczki z kancenoła, Muzyka oclaona - Łowickie i Muzycy, muzycy coz po was ostanie)

Tym razem będą to pierwsze powojenne rejestracje muzyki ludowej z Wielkopolski, Opoczyńskiego, Rzeszowskiego i z Lubelszczyzny (Roztocze) dokonane w latach 1945-1950.

W przypadku trzech ostatnich regionów są to pierwsze nagrania dźwiękowe muzyki tradycyjnej przeprowadzone na tych terenach.

Płyta będzie także dostępna jako załącznik do najnowszego numeru kwartalnika „Muzyka” wydawanego przez Instytut Sztuki PAN („Muzyka” nr 1/2009).

Płytę będzie można nabyć w Instytucie Sztuki PAN (u. Długa 26/28, 00-950 Warszawa, www.ispan.pl)

O nagraniach
Zniszczenia i straty poniesione w czasie drugiej wojny światowej, które dotknęły dorobek polskiej nauki, kultury i sztuki, odcisnęły także swe piętno na przedwojennych zbiorach fonograficznych, w tym również na kolekcjach nagrań muzyki tradycyjnej zgromadzonych w powstałych w okresie międzywojennym instytucjach. Po wojnie, rozpoczęte dzieło prof. Łucjana Kamieńskiego – inicjatora systematycznej dokumentacji fonograficznej folkloru muzycznego na ziemiach polskich i założyciela Regionalnego Archiwum Fonograficznego na Uniwersytecie w Poznaniu – kontynuowali Jadwiga i Marian Sobiescy. Warunki odtwarzania zbioru nie były wówczas pomyślne: badacze po wojnie nie dysponowali nawet urządzeniami do nagrywania. Nie czekając na stabilizację warunków, które by umożliwiły wyposażenie archiwum w odpowiedni sprzęt, Marian Sobieski wraz z Tadeuszem Wrotkowskim sami zmontowali aparaturę, umożliwiającą dokonywanie nagrań dźwiękowych.
Pierwsze rejestracje powstały już w sierpniu 1945 r. W pierwszych latach działalności Sobieskich na polu dokumentacji fonograficznej polskiego folkloru muzycznego dokumentacją zostały objęte: Ziemia Lubuska, Wielkopolska, Kaszuby. Brak odpowiedniego środka transportu uniemożliwiał poszerzenie zakresu nagrań o inne, bardziej oddalone regiony Polski. Sobiescy uzyskali samochód dopiero w 1949 r. co pozwoliło na przeprowadzenie nagrań m.in. w Opoczyńskiem, a w 1950 także w Lubelskiem i w Rzeszowskiem. W latach 1945-1950 powstał zbiór 420 płyt stanowiący kolekcję pierwszych, powojennych nagrań polskiej muzyki tradycyjnej.
Do realizacji nagrań został użyty zapis mechaniczny na tzw. szybkoobrotowych miękkich płytach decelitowych oraz na płytach lakierowych Presto. Płyty tego typu nagrywane i odtwarzane z prędkością 78 obr/min pozwalały na zapisanie na jednej stronie krążka tylko kilku minut nagrania. Już wówczas pojawił się techniczny problem dotyczący możliwości wielokrotnego (zwłaszcza dla celów transkrypcyjnych) odtwarzania nagrań z płyt. Brak odpowiedniej aparatury do odgrywania, która by nie niszczyła nagrań stwarzał konieczność szybkiego ich skopiowania na nośniki trwalsze. Dokonano tego w drugiej poł. lat 50. XX w. przegrywając materiał na szpulowe taśmy magnetyczne.
Troska o zachowanie i zabezpieczenie tej unikatowej kolekcji muzycznej jest priorytetem także w działaniach współczesnych. Europejski projekt DISMARC (Discovering Music ARChive), współrealizowany przez IS PAN pozwolił na ujęcie informacji o nagraniach archiwalnych w postaci dostępnej w sieci internetowej bazy danych oraz stworzył okazję do przeprowadzenia digitalizacji historycznych zapisów dźwiękowych.
Pomimo słabej niejednokrotnie jakości technicznej omawiane nagrania stanowią bezcenny dokument i źródło wiedzy o autentycznej kulturze muzycznej wsi sprzed okresu stylizacji, przemian a nawet zaniku tradycji. Repertuar utrwalony w nagraniach przekazali wykonawcy, spośród których większość urodziła się w drugiej połowie XIX w. Na płycie CD dołączonej do niniejszego numeru „Muzyki” prezentujemy wybór nagrań z lat 1945-1950 zrealizowanych na Wielkopolsce, w Opoczyńskiem, w Rzeszowskiem i w Lubelskiem.
Jacek Jackowski

Rysunki Romana Jenenki i pieśni dla Niego.

2 kwietnia 2009 w STOP! GALERIA ul. Krakowskie Przedmieście 39,
godz.
18,00 w Lublinie odbędzie się wernisaż wystawy rysunków
Romana Jenenki.


Roman Jenenko swoją artystyczną twórczość określał jako naiwną,
lecz
wnikliwy odbiorca jego rysunków nie będzie miał wątpliwości,
iż mowa
jest tu o naiwności świadomej i zamierzonej, o naiwności
jako o środku
wyrazu. Jenenko wypracował swój, całkowicie
oryginalny styl, kolorowego,
nawiązującego do motywów ludowych,
sakralnych, a przede wszystkim
własnych, mitologicznych - rysunku.

W trakcie otwarcia wystawy odbędzie się niezwykły koncert
tradycyjnych
pieśni, zatytułowany "Monodia ukraińska". Wykonawcami
będą przyjaciele zmarłego przed trzema laty artysty, tak z
Polski, jak
i Ukrainy (m.in. z zespołów "Z drogi", "Dziczka""Drewo" i
"Seluky").

Szczegóły na
http://oberek.blox.pl/2009/03/Wystawa-rysunkow-8222I-ta-sztuka-byla-rzecza-sama.html

Zapraszamy!

Dom Tańca dla dzieci

Bal w Józefowie














Bal w 100 Pociechach







Dom tańca dla dzieci - bale i zabawy,

do których gra kapela na harmonii, bębenku, skrzypcach, cymbałach;

bawimy się w starodawne gry,

śpiewamy,

tańczymy,

zapraszamy!

kontakt: Agata Krawczyk 0501 655 632

W 100 Pociechach

Jacek P. Jackowski "Łowickie a Rawskie"

Ta monografia muzykologiczno-etnograficzna (etnomuzykologiczna) stanowi podsumowanie XIX- i XX-wiecznych studiów etnograficznych i etnomuzycznych dotyczących dwóch sąsiednich, a różniących się wyraźnie (sub)regionów Mazowsza. Przedstawia historię badań etnograficznych i folklorystycznych, sylwetki zasłużonych regionalistów oraz podstawowe wyniki studiów terenowych w minionych stuleciach. Omawia tradycje i repertuar muzyczny związany z cyklami świąt rodzinnych i dorocznych ze szczególnym uwzględnieniem kalendarza liturgicznego (katolickiego). Omawia repertuar muzyczny w świetle źródeł XIX-wiecznych (kolbergowskich) oraz zbiorów XX-wiecznych (przechowywanych m.in. w Instytucie Sztuki PAN). Znaczna część dokumentacji została wytworzona przez samego autora w toku własnych eksploracji i nagrań terenowych. Autor koncentruje się na dziedzinach nieuwzględnianych w dotychczasowej literaturze, a mianowicie na tych składnikach muzycznych, bliskich tradycji ludowej a związanych ze świętami kościelnymi. Samodzielnym wkładem autora jest analiza porównawcza obu (sub)regionów Mazowsza. Relacje obu ziem mazowieckich są wysoce interesujące, gdyż pokazują, jak uwarunkowania społeczne, gospodarcze, standardy życia w obu regionach rzutowały na stan zachowania tradycji muzycznych i ich praktykowanie (style wykonawcze). Prof. UW, dr hab. Piotr Dahlig

Jacek Piotr Jackowski jest muzykiem i muzykologiem, absolwentem Akademii Muzycznej im. F. Chopina oraz Instytutu Muzykologii UW. Obecnie pracuje w Instytucie Sztuki PAN jako asystent w Zakładzie Historii Muzyki, jest opiekunem Zbiorów Fonograficznych IS PAN. Prowadzi badania terenowe połączone z nagraniami muzyki tradycyjnej zwłaszcza na Mazowszu, skupia się na śpiewach religijnych i muzyce instrumentalnej towarzyszącej pobożności ludowej. Jest autorem artykułów naukowych i popularno-naukowych, referatów konferencyjnych, jurorem konkursów i festiwali muzycznych, redaktorem wydawnictw płytowych z muzyką tradycyjną. Choć urodzony w Warszawie, wychowywał się w jednej z wiosek leżacej na południowych obrzeżach historycznego Księstwa Łowickiego. Przy zachowaniu naukowego obiektywizmu "Łowickie a Rawskie" to także wspomnienie i powrót do miejsc i ludzi - bohaterów niniejszej książki.

Wydanie publikacji finansowane przez: Towarzystwo Naukowe Warszawskie, Instytut Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego, Instytut Sztuki PAN, Oficynę Wydawniczo-Poligraficzną "ADAM", można kupić w siedzibie TNW w Pałacu Staszica przy Krakowskim Przedmieściu lub przez internet www.oficyna-adam.com.pl

Płyta z warsztatów "Muzyka źródeł"























Idea warsztatów-spotkań powstała z inspiracji postacią wybitnego harmonisty z Wieniawy - Stanisława Stępniaka. Głównym ich sprawcą i koordynatorem jest Marcin Pospieszalski, organizatorem Fundacja Media Visage. Pierwsze spotkania odbyły się w 2007 roku w Rzeszowie, kolejne zaś rok później w Radomiu (Muzeum Wsi Radomskiej) poświęcone były muzyce radomskiej. Spośród muzykantów brały w nich udział Kapela Gacy i Pańczaków oraz Braci Tarnowskich. Owocem spotkań jest także płyta z nagraniem finałowego koncertu mistrzów i uczniów oraz dodatkowo zdjęcia z warsztatów oraz krótki film autorstwa Lidii i Marcina Pospieszalskich. Tyndyryndy dysponuje kilkoma egzemplarzami płytki, które chętnie ofiaruje osobom zainteresowanym tematem. Kontakt: incrudo@vp.pl

Zmarł Leon Racis

Leon Racis z Jasionowa na Suwalszczyźnie, młodszy brat Franciszka, był znakomitym bębnistą i śpiewakiem. Śpiewał w chórze kościelnym parafii Becejły i w zespole "Pogranicze", grywał w różnych składach kapel weselnych, w tym ze swoim bratem oraz w kapeli zespołu "Pogranicze". Skromny, cieszący się dużym szacunkiem i uznaniem jako muzyk i jako człowiek. Kilkukrotnie gościł w Domu Tańca - brał udział w potańcówkach oraz w koncertach wielkopostnych w warszawskich kościołach (> płyta "Jest drabina do nieba" In Crudo 1999). Jego oryginalnej techniki gry na bębnie można posłuchać na płycie "Suwalskie. Podlasie" wydanej w serii Muzyka źródeł przez Polskie Radio.
Miał 82 lata.

ETNOKARDIOWERSJA - Dom Tańca Poznań

28 stycznia zapraszamy na spotkanie poznańskiego Domu Tańca!

Niektóre zaburzenia rytmu serca można przerwać jedynie za pomocą wysokiego napięcia, które w postaci krótkiego impulsu przepływa przez serce. Taki zabieg nosi nazwę elektro kardiowersji.

Zaniepokojeni arytmią - wręcz zanikiem - pozytywnego oddziaływania Domu Tańca na mieszkańców miasta Poznania, postanowiliśmy (ponownie) ruszyć na ratunek i skorzystać z archaicznej metody etnokardiowersji.

Wykonania zabiegu podjęło się doborowe grono poznańskich tradycjonalistów o szybkich palcach i giętkich nogach: Jacek Hałas, Alicja Choromańska- Hałas, Barbara Wilińska, Maciej Filipczuk, Aga Jackowiak oraz mistrz rootsbass - Michał Paszkowski.

W programie wieczoru polskie oberki i inne tańce wirowe, mołdawskie korowody, prasłowiańskie kręgi i inne przytupasy.

28.01.2009 godz. 19.00-23.00 w Klubie ZAK (deja vu?) Szyperska 2, Poznań.

W barze będzie można zaopatrzyć się w miejscowe znieczulenie.

Uwaga! Pierwsze spotkanie Domu Tańca za darmo!

Następne (biletowane) Domy Tańca w Poznaniu: 19 luty, 18 marca, 23 kwietnia, 20 maja, 17 czerwca.




Wieczór międzytaborowy

Zapraszamy w piątek 23 stycznia, w piątek od 19.00.
Program:
  • Kapela z Woli Destymflandzkiej czyli Ewa Grochowska - skrzypce, Sylwia Piekarczyk - basy, Krzysiek Butryn - bębenek
  • Dziczka - pieśni ukraińskie
  • Jacek Hałas - akordeon
  • premiera płyty "Tabor w Szczebrzeszynie"
  • pląsy
  • wyszynk
  • straganik z drobiazgami odpustowymi z lat 70/80 tych
Miejsce:
ul. Pankiewicza koło warszawskiego Dworca Centralnego, między al. Jerozolimskimi i Nowogrodzką, wejść w oszklone drzwi nr 3 (nie w bramę), powiedzieć Dobry wieczór, minąć stróżowkę, wyjść na podwórku, wejść w oficynę po lewej i tam 133 schody w górę.

Wchód:
10 zł lub 20 zł (bilet+płyta) - składka na muzyków

Organizatorzy:
Stowarzyszenie Dom Tańca i Fundacja Na Podwórku

Józef Pankiewicz (1866 Lublin, 1940 La Ciotat)
Nokturn - łabędzie w Ogrodzie Saskim